Logowanie



Jak Jezus Chrystus zmienił życie Irka PDF Drukuj Email
Wpisany przez Bolesław Paliwoda   
sobota, 27 sierpnia 2011 13:16

REALNOŚĆ NIEBA I PIEKŁA - Ireneusz z Wrocławia

Urodziłem się w katolickiej rodzinie robotniczej.

Moi rodzice uczestniczyli w obrzędach liturgicznych (chrzest, komunia), natomiast w domu Boga nie widziałem.

Ojciec był alkoholikiem i nieodpowiedzialnym człowiekiem, który nie dbał o utrzymanie czteroosobowej rodziny(mam siostrę).Ciężar ten spadł na barki mamy, co doprowadzało ją do złości i frustracji.

W naszym domu były kłótnie, nie było słów - kocham, proszę, dziękuję, przepraszam. Byliśmy rodziną tylko na papierze. Ojciec pogrążał się w nałogu, a ja dorastałem bez ojca w buncie. Matki się nie bałem więc robiłem co chciałem.

Nie skończyłem żadnej szkoły średniej, więc poszedłem do pracy na budowę.

Miałem dużo pieniędzy jako nastolatek, więc zacząłem iść w ślady ojca-zasmakowałem alkoholu i papierosów. Kiedy ojciec miał 46 lat umarł z przepicia. Nie otrzeźwiło mnie to, piłem dalej - uważając, że kontroluję sytuację.

Wpadłem też w inny nałóg- pornografię, masturbację, a potem prostytutki. Zacząłem wydawać masę pieniędzy na grzechy, pogrążając się coraz bardziej.

Potem związałem się z jedną prostytutką, a kiedy po 3 latach rozstaliśmy się wpadłem w depresję. Smutek topiłem w alkoholu.

W domu dalej były kłótnie, tym razem ja zastąpiłem ojca. Mieszkaliśmy w mieszkaniu zakładowym, po zmianach politycznych w Polsce w 89r. nastąpiła prywatyzacja. Zaistniała możliwość wykupienia go na własność. Mama zaczęła oszczędzać pieniądze, namawiając mnie na to samo. Oczywiście byłem przeciwny. Siostra się uczyła, więc mama oszczędzała sama.

W związku z alkoholizmem zacząłem coraz częściej mieć problemy w pracy. Było coraz więcej nieobecności, zwolnień-zacząłem tracić płynność finansową. Kiedy nie miałem pieniędzy mama litowała się i dawała jeść. Zaczęło mi być bardzo wygodnie, bo wiedziałem, że w razie biedy nie zginę.

Moja motywacja do energicznego szukania pracy obniżyła się, zacząłem popadać w lenistwo, pracowałem zrywami, żyjąc na utrzymaniu mamy. Kiedy nie piłem, mieliśmy w miarę normalne stosunki, byłem nawet miły wiedząc że ona mnie utrzymuje. Kiedy coś zarobiłem i napiłem się, były kłótnie.

Pewnego razu mama miała jakieś przeczucie(okazało się fałszywe),że umrze. W związku z tym pokazała mi miejsce, w którym trzyma oszczędzane pieniądze na wykupienie mieszkania. Zacząłem podkradać po 100, 200 zł, wydając na alkohol i prostytutki. Mając do mnie zaufanie mama nie przeliczała swoich oszczędności. W ciągu ok.2 lat wyniosłem 15 tys. Kiedy to się wydało, miała zgłosić mnie na policję, stanęło na tym, że zgłosiła mnie sądownie na leczenie alkoholowe. Zawiozła mnie tam policja. Kiedy dowiedziałem się, że nie można prawnie mnie zmusić do leczenia-napisałem podanie i wyszedłem na wolność. Poszedłem do pracy, pracowałem do wypłaty, potem picie-scenariusz powtarzał się.

Było coś jeszcze-kiedy mama dowiedziała się o kradzieży, powiedziała w gniewie- "Idź w diabły". Zacząłem po piciu słyszeć głosy np.za plecami, oglądałem się, a tam pusto.

Nie wierzyłem w istnienie Boga, diabła-nikomu o tym nie mówiłem, aby nie zostać uznany za psychicznie chorego. Zacząłem być kłębkiem nerwów, do tego jeszcze piłem kawę i słuchałem głośnej, metalowej muzyki. Duża część tekstów w tej muzyce była o szatanie, uważałem wtedy, że to jakieś efektowne bajki. Zaczęły dziać się coraz bardziej dziwne rzeczy np. w moim pokoju. Popsuły mi się wszystkie sprzęty elektroniczne, w szafie coś stukało. Spędzałem coraz więcej bezsennych nocy z rozbieganymi myślami, a po tygodniowym piciu, te myśli zamieniały się w koszmarne głosy. Wreszcie nastąpił punkt kulminacyjny. Przed świętem wielkanocnym 2008,dostałem pieniądze i postanowiłem napić się i pójść na prostytutki. Wielki Piątek, Sobotę, Niedzielę, Poniedziałek spędziłem przy alkoholu i rozpuście. Po tygodniu skończyły mi się pieniądze. Znów zaczęły się bezsenne noce z głosami w pokoju, tym razem już nie anonimowymi. Głosy były z piekła, była mowa o belzebubie, szatanie, bluźniły Bogu.

Słyszałem głosy dwóch nieżyjących kolegów (jeden powiesił się, drugi zapił się na śmierć) Ten drugi strasznie płakał. Oprócz dźwięków zacząłem widzieć obrazy (pająki, koty). Zacząłem być przerażony, serce waliło mi jak oszalałe. Zacząłem czuć straszny ból serca (do tej pory nie wiem, czy był to zawał), głosy drwiły ze mnie, że umieram.

Myślałem wtedy, że to koniec mojego życia. Matki nie budziłem, po karetkę nie dzwoniłem. Znienawidziłem siebie i miałem dość takiego życia. Po kradzieży w domu piłem na smutno, aby zapomnieć o tym co zrobiłem. Ból trwał ok. godziny i stopniowo odszedł.

W pracy też były głosy, w pewnym momencie między uszami poczułem prąd i musiałem uklęknąć. Odbyła się pierwsza spowiedź przed niewidzialnymi istotami, mówiłem pierwszy raz od 30 lat modlitwę "Ojcze nasz", niewidzialny chór pomagał mi, bo nie pamiętałem słów, klęczałem parę godzin bo tajemnicza siła trzymała mnie przy pomocy prądu między uszami.

Wróciłem do domu, a myśląc,  że umieram prosiłem o wybaczenie matkę i siostrę.

Wtedy zasnąłem pierwszy raz od tygodnia. Sytuacja powoli normowała się. Zacząłem nawet modlić się wieczorami, niestety im dalej od tego wydarzenia tym gorzej. Znów wróciły głosy, mówiły że modlitwa jest nieszczera, bez sensu. Przestałem się modlić.

Dwa miesiące później znowu upadłem w grzech. Tym razem chciałem nie pić bo bałem się koszmaru. Postanowiłem iść na trzeźwo do agencji towarzyskiej. Niestety po przekroczeniu drzwi niewidzialna siła wstąpiła we mnie i kazała zamówić wódkę.

Choć nie chciałem tego-znowu piłem tydzień.

Scenariusz taki sam-koniec pieniędzy, a potem bezsenne noce.

Tym razem było jeszcze straszniej. Tych nocy było 10.

W mojej głowie dokonywały się operacje, jakby niewidzialny skalpel ciął mi mózg. Zacząłem kłaść krucyfiks koło siebie, aby odeszły demony. Nie pomogło.

Byłem już tak wyczerpany, że nawet mając pieniądze nie chciałem alkoholu.

Marzyłem tylko o śnie. Głosy mówiły o piekle. Wreszcie wyciągnąłem książeczkę modlitewną i prosiłem Boga o wybaczenie.

Po jakimś czasie w pokoju pojawiła się obecność Boga, niewidzialna siła rzuciła mnie na kolana i zacząłem strasznie płakać.

Miałem wyświetlony w głowie film z mojego życia na którym wszystko było widać. Przychodziło do mnie objawienie moich grzechów, ja wyznawałem je, a Bóg wyciągał je ze mnie z kręgosłupa przez głowę.

Coś wiercącego i szamoczącego wychodziło ze mnie, byłem spłakany, spocony, głowa mi się trzęsła. Czułem się jak bezradna rękawiczka na wielkiej ręce Boga i przekonałem się jak potężna jest Boża moc.

Czułem też osobowość tej istoty-miłość, radość, szczęście nie z tej ziemi. Nie mówiła kim jest, myślę że był to Jezus.

Po zakończeniu tej spowiedzi, całe zło wylazło ze mnie a weszły cechy, które On miał. Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd. I potulny jak nigdy dotąd.

Cokolwiek On powiedział-uczyniłem to. Potem zasnąłem jak niemowlę, rano wyznałem matce miłość. Dowiedziałem się później, że modliła się o mnie 4 lata.

Stwierdziłem, że rzucamy papierosy i kawę, zaczynamy nowe życie z Bogiem. Mama ucieszyła się, ale dalej paliła. Ja postanowiłem nie palić. Niestety, nie na długo.

W miejscu gdzie pracowałem, stał tajemniczy pan w ciemnych okularach i popalał sobie. W końcu uległem, poprosiłem go o papierosa-odpowiedział mi- "z największą przyjemnością".

Znowu zacząłem palić i pić kawę. Przestałem wydawać pieniądze na alkohol, prostytutki, przestałem nawalać do pracy. W pracy stał się kolejny cud-dostałem 50% podwyżki.

W ciągu roku oddałem mamie pieniądze które ukradłem, oddałem pożyczone pieniądze, zapłaciłem w urzędzie skarbowym wszystkie mandaty, izby wytrzeźwień itp.

Zapragnąłem też kupić Biblię. Zacząłem czytać, zatrzymałem się na opisie przybytku Boga. Od Pisma Św. odciągnął mnie też nadmiar pieniędzy, zacząłem zastanawiać się co zrobić z nimi. Moją uwagę przykuł sprzęt elektroniczny.

Była jeszcze sprawa mojej samotności.

Kiedy zostałem uwolniony od alkoholu, zapragnąłem mieć żonę. Dałem ogłoszenie matrymonialne. Poznałem kobietę, która wydawała mi się odpowiednia.

Znowu wpadłem w grzech seksualny. Ona zaprowadziła mnie do kościoła katolickiego, zacząłem myśleć o ślubie. Nie miałem bierzmowania, więc uczęszczałem na nauki z nastolatkami. Przeżyłem rozczarowanie. Ksiądz żądał pieczątek z mszy św. ,młodzież oszukiwała go wchodząc na ostatnie minuty mszy po pieczątkę.

Wymagane też było zaświadczenie pisemne ze spowiedzi. Wyglądało to tak jakby żadna ze stron nie wierzyła w Boga, który wszystko widzi.

Sama ceremonia bierzmowania-kolejne rozczarowanie. Żadnych przeżyć duchowych, wyuczona na pamięć liturgia. Wszyscy bili pokłony biskupowi, jakby był bożkiem. Poczułem straszliwy smutek wewnętrzny, chciało mi się płakać-czułem że zasmuciłem Boga swoim krokiem.

Zacząłem przymierzać się do ślubu. Znowu stał się cud. Podczas modlitwy wieczornej straszliwa siła chwyciła mnie za twarz, przekonując mnie abym odpuścił sobie to małżeństwo. Poszedłem do kościoła i odwołałem.

Wcześniej słyszałem w duchu ostrzeżenia, że to pułapka diabła. Niestety chcąc mieć żonę, nie słuchałem Boga, myśląc, że jest to głos szatana, który burzy moje szczęście. Okazało się, że ta kobieta uzależniona jest od silnych środków przeciwbólowych, a pracując w szpitalu ma łatwy dostęp do nich.

Wychodząc z jednego piekła, wpadłbym w drugie.

Miłosierdzie Boga jest tak wielkie, że ja w swojej głupocie wpadam w bagno, a On nie obraża się i ratuje mnie przed moimi durnymi decyzjami.

Po opuszczeniu katolików, szukałem dalej Boga. Chodząc na spotkania anonimowych alkoholików i opowiadając co mnie spotkało, poznałem kolegę, który miał podobne, nieziemskie przeżycia. Znaleźliśmy wspólny język, okazało się, że należy on do chrześcijańskiej wspólnoty" Kanaan". Poszedłem tam, opowiedziałem pastorowi moją sytuację, który bez ogródek stwierdził, że żyję w grzechu.

Cieszę się, że tak powiedział, bo dzięki temu wyszedłem z niego.

Bóg potwierdził kolejnym cudem, że tu jest moje miejsce.

Idąc na nabożeństwo uzdrowieniowe, wrzuciłem papierosy do kubła- mówiąc -"Jezu, pomóż mi". Kilkanaście minut później przeszedł przeze mnie niewidziany prąd i wiedziałem, że nie palę.

Potem zostałem uwolniony od kawy, potem od telewizji i gazet, potem od słodyczy. Wcześniej wyrzuciłem wszystkie płyty i kasety z diabelską muzyką (jawna propaganda diabła),wyrzuciłem książki-horrory(materiały o szatanie to obraza dla Boga), zrezygnowałem z hobby-futbol (był on dla mnie jak bożek, teraz jest śmiesznie nieważny)-kabarety i komedie (było to sztuczne rozśmieszanie mojego wewnętrznego smutku i pustki, a słowo Boga mówi w liście do Efezjan- "także bezwstyd i błazeńska mowa lub nieprzyzwoite żarty nie przystoją"), filmy (wymyślone, płytkie historyjki, które na Sądzie Ostatecznym nie mają żadnego znaczenia),powyrzucałem kradzione rzeczy.

Stopniowo zostaję odcięty od pokus tego świata i oddzielony dla Boga.

W "Kanaanie" zacząłem chodzić do "Szkoły wiary". Na jednej z sesji, wyszła ze mnie nieśmiałość (całe życie miałem z tym problem), dostałem dwa dary Ducha Św. (już wcześniej miałem jeden- uzdrawiania, wyszedł na jaw kiedy moja ex-narzeczona dostała ataku padaczki, zrobiłem tak jak Jezus w ewangelii).

Odnalazłem sens w życiu, choć 3 lata temu chciałem umierać.

Chciałbym służyć Bogu. Zaangażowałem się w służbę porządkową w Kanaanie i w służbę w radio TWR.

Bóg w swojej wielkiej dobroci wyprowadził mnie na prostą, a ja modlę się teraz, aby chronił mnie przed moimi pomysłami na życie.

Pracuję z chrześcijaninem, mieszkam u chrześcijanina, mam bardzo dobre warunki, aby zostać żołnierzem Jezusa Chrystusa w walce z diabłem.

Wyprowadziłem się od mamy, aby stać się odpowiedzialnym człowiekiem. Nasze stosunki znów się pogorszyły niestety(tym razem z powodu mojej wspólnoty chrześcijańskiej),ale wierzę że z czasem będzie dobrze.

To jeszcze nie koniec. Moja historia trwa nadal.

Mam nadzieję, że autorem scenariusza będzie Jezus.

Ogłosiłem Go panem mojego życia i ochrzciłem się w Jego święte imię jako dorosły, świadomy człowiek. To jest chrzest prawdziwy.

Byłem ochrzczony jako niemowlę, ale nic to nie dało. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego z ochrzczonych dzieci wyrastają mordercy, gwałciciele, złodzieje. Teraz wiem. Żaden obrządek liturgiczny, żadna religia nie zbawi nas od złego.

Jedynym zbawicielem, który umarł za nasze grzechy jest osoba Jezusa Chrystusa.

Nie ma on w tej chwili ciała ziemskiego jak 2000 lat temu, ale żyje, uzdrawia chorych, jest Panem Wszechświata i będzie nas sądził po śmierci.

Gdyby Jezus nie istniał, ten tekst by nie powstał.

Byłbym trupem, a trupy nie piszą.

Amen.

 

 

Popularne


Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: joomla templates vps hosting Valid XHTML and CSS.